Nazywam się Grzegorz Olkowski, dobry rocznik 1978. Jestem fizjoterapeutą. Ukończyłem studia magisterskie w Akademii Wychowania Fizycznego na kierunku Fizjoterapia, a następnie, uzyskałem tamże stopień naukowy doktora. Praktykę prywatną prowadzę w Warszawie nieprzerwanie od 2000 roku. Od początku mojej kariery naukowej i zawodowej jestem zdecydowanym zwolennikiem ścisłej specjalizacji w fizjoterapii. Nigdy nie było i (wciąż) nie jest to popularne podejście w tym zawodzie, w którym hołduje się raczej wielozadaniowości i szerokim kompetencjom. Takie podejście nigdy mnie nie przekonywało, nie interesowało i nigdy mu nie uległem. Wyznaję niezachwiany pogląd, że poświęcając swoje zawodowe życie określonemu zagadnieniu, oprócz wiedzy, mogłem uzyskać odpowiednio zdrowy dystans do przedmiotu zainteresowań, imponujące doświadczenie, szerokie spojrzenie oraz – co aktualnie jest szczególnie istotne – odporność na wszelkie niedorzeczne niby-nowinki, niby-metody lub mówiąc wprost – zwyczajne oszustwa. Począwszy od sprofilowanej naukowo aktywności studenckiej, a potem zawodowej i już naukowo-akademickiej, skupiłem się na problematyce schorzeń kręgosłupa.
W swojej pracy zawodowej zajmuję się wyłącznie rehabilitacją zespołów bólowych kręgosłupa ze szczególnym uwzględnieniem dyskopatii. Diagnozuję chorobę, określam jej źródło (jeśli to tylko możliwe), określam ryzyko, a następnie podejmuję z pacjentem próbę terapii lub od razu rozpoczynam ten (wieloetapowy) proces. Zdarza się, że odsyłam pacjenta na dodatkową konsultację z odpowiednim specjalistą, gdy leczenie wykracza poza moje kompetencje lub zachodzi uzasadniona obawa/podejrzenie innych, poważnych patologii towarzyszących. Wbrew kuriozalnym, a nierzadkim oczekiwaniom niektórych pacjentów, by ich wszystkie zgłoszone rozterki zostały rozpoznane szybko, celnie, bezbłędne i niemal „czarodziejsko” – jestem człowiekiem ostrożnym, wolnym od diagnostycznej brawury i bez żyłki ryzykanctwa w tej materii. Oferuję fizjoterapię bardzo bezpieczną, organicznie uczciwą, zawsze zindywidualizowaną i adekwatnie do sytuacji – maksymalnie skuteczną. Wieloletnie doświadczenie nauczyło mnie ważyć słowa, a tym samym precyzować rokowania terapii, dlatego rozmawiam z pacjentami szczerze, bez elementów baśniowych i życzeniowego podejścia do ich rehabilitacji/fizjoterapii. Pacjenci rządni cudów, kuglarskich technik/metod, wizjonerstwa i nadprzyrodzonych zdolności – będą mną rozczarowani.
Skupiam się wyłącznie na twardych danych płynących z badania podmiotowego i przedmiotowego, badaniach obrazowych oraz (gdy wymaga tego sytuacja) dodatkowych opiniach/badaniach fachowców z innych dziedzin medycyny. Wiedza i wieloletnie doświadczenie nabyte w pracy zawodowej oraz naukowej skłaniają mnie do jednoznacznej konstatacji, że leczenie choroby dyskowej kręgosłupa należy zogniskować na rehabilitacji ruchowej, czyli mądrze zaplanowanemu programowi ćwiczeń medycznych (treningowi medycznemu, kinezyterapii). Taką formę usprawniania uważam za szczególnie skuteczną i medycznie wiarygodną w przebiegu (wielu) dysfunkcji kręgosłupa. Prezentuję pogląd, że w dłuższej perspektywie – a tylko tak powinno się postrzegać leczenie dyskopatii – terapia bez czynnego zaangażowania pacjenta oraz jego świadomej i aktywnej dbałości o tzw. higienę kręgosłupa jest z medycznego punktu widzenia fantasmagorią. Przemawia za tym bezsprzeczny fakt znikomych korzyści ze stosowania biernych metod rehabilitacji w długoterminowym leczeniu dyskopatii. Dla uściślenia, mowa tu o wszelakich masażach, rękoczynach manualnych (tzw. kręgarstwie, nastawianiu, itp.), ale także rogu obfitości z obszaru tzw. fizykoterapii („prądy”, laser, kolorowe lampy, etc.), czy balneoterapeutyczne osobliwości (borowina, fango, kąpiele perełkowe, itd.), których bogactwem raczą wybrane przychodnie zdrowia, szpitale i sanatoria.
Rehabilitację kręgosłupa postrzegam zawsze jako leczniczy proces. Proces = czas!
Nigdy nie jest to jednorazowe działanie i nagłe uzdrowienie, wbrew naiwnemu wyobrażeniu wielu chorych. Prymitywna, osadzona w ludowej tradycji tęsknota za absurdalnym strzelaniem kości, ustawianiem, nastawianiem, kręgarstwem vel kręglarstwem (sic.) to w dzisiejszych czasach – dla mnie i w mojej opinii – najlepsza wizytówka zdrowotnego światopoglądu społeczeństwa i papierek lakmusowy podatności ludzi na medyczną aberrację. Do tego, w relacjach pacjentów, zawsze zdumiewa mnie fakt kompletnej nonszalancji i braku wyobraźni wobec bezpieczeństwa i zagrożeń takiego postępowania. O zasadności tegoż, nawet nie wspominam. I – dla mnie – bez zupełnego znaczenia jest, kto ów proceder wykonuje. To okaleczanie, matactwo i/lub głupota.
